18 lutego 2018

Od Patcha "Ogród cz. 2" C.D. Candy

Właśnie wracałem z patrolu. Jak dzień, co dzień. Na szczęście nie zauważyłem nic niepokojącego, ale... padał śnieg! To akurat także było nie niepokojące, skoro zima była w pełnej krasie, a puch z nieba spadał prawie każdego dnia. Właśnie zimno było najgorsze w patrolach. Gdybym tylko miał nieco dłuższą siersć, to zapewne lepiej radziłbym sobie z mrozem, a tak? Gdy matka natura obdarzyła mnie krótkim włosiem... Chociaż i na to niepowinienem narzek, a a wręcz dziękować za to, bo gdyby tak pomyśleć co właśnie mają łyse koty... Na sama myśl zadrżałem z zimna. Aby temu zaradzić na każdym patrolu nie spacerowałem, a truchtałem. Dzięki temu szybciej pokonywałem daną odległość i nieco rozgrzewałem się. Przy okazji był to dla mnie dobry trening. Od dawna nie byłem w tak dobrej kondycji, chociaż coraz bardziej obawiałem się choroby, a tego nie chciałem. Chociaż wizja ciepłego łóżka, i gorącej herbaty wyglądała kusząco. Zmierzałem w stronę jeziora, które teraz było skute lodem. Można było po nim swobodnie chodzić, a lód i tak by się nie złamał, ale to tylko teoria. W praktyce wyglądało to zupełnie inaczej, bo właśnie się o tym przekonałem. Weszłem ostrożnie na taflę, z początku stawiałem ostrożnie każdy krok, a chwilę później stąpałem już o wiele pewniej - na moją niedolę. Dokładnie na środku jeziora łapy zaczeły rozjeżdrzać mi się we wszystkie strony, wysunałem pazury - ale to nic nie dało, zaczałem niezdarnie machać łapami by tylko utrzymać równowagę, ale już w następnej chwili straciłem ją, i przekoziołkowałem na przeciwległy brzeg wpadając przy tym w zaspę. Zaśmiałem się w duchu. Nawet niespodziałem się kiedy a zaczałem ślizgać się po całym jeziorze - zupełnie jak dziecko. Nawet nie sądziłem, że kiedykolwiek wykrzesam z siebie jeszcze takie dziecko, takie jakim byłem kiedyś. Czyli uogalniając, jedną małą, roztrzepaną kulką futra o imieniu Patch. Tiaaa... Dzieciństwo. Po krótkiej zabawie wpadłem na świetną myśl. Zeszłem pospiesznie z jeziora, w obawie, że ktoś mógłby mnie zobaczyć. No bo krótko mówiąc - głupio by mi się zrobiło jakby ktoś mnie tam zobaczył - takiego rosłego kocura przetaczajacego się bezwładnie po lodzie. Z pewnością śmieszny widok. Zawróciłem więc i skręciłem nieco na lewo. Po kilku minutach dotarłem spokojnie na miejsce. Celem był oczywiście targ. Rzadko tam zaglądałem, a jakoś nigdy nie miałem czasu tam zajrzeć, ani pooglądać czegokolwiek. Weszłem do środka i rozglądnąłem się. Wszędzie wokół stały jakieś buteleczki - każda innego koloru i o innych właściwościach, co wynikało z karteczki przyklejonej pod nimi. Niektóre działania były bardzo ciekawe, ale w życiu nie byłoby mnie stać na takie zabawki. Kończyłem już oglądać kiedy moją uwagę przykuły przedmioty zwane naszyjnikami. Było ich dosyć wiele, jeden obok drugiego. Niektóre wygladały na bardzo kosztowne - wysadzane kamieniami, albo te z wykwintnie wyszeźbionymi łańcuszkami. Jeden z całej reszty - rzucał się w oczy najmniej, ale mial swój urok. Był w kształcie serca, które miało pięknie ozdobione tym samym materialem co całość - wieko. Odchyliłem je delikatnie i zajrzałem do środka, który wypełniony był szkarłatnym, miękkim materiałem. Zamknąłem je szybko, i wybiegłem pędem z budynku, aby zaraz wbiec do domku Rosalie. Zajrzałem do mojej sakiewki i wyciagnąłem moje oszczędności. Wyliczyłem trzydzieści diamentów, resztę schowałem zpowrotem do torby, i znowu wbiegłem na targ. Złapałem w łapę naszyjnik, który miał także swoje imię - Hermes i podszedłem do "kasy", lub jak kto woli lady. Podałem pieniądzę i podziękowałem wychodząc ze swoją zdobyczą. Nigdy nie dałem się tak ponieść chwili, jak dokładnie przed chwilą. Coś się we mnie zmieniło, w moim życiu wkrótce też miała zajść zmiana, ale jeszcze o tym wtedy nie wiedziałem. Ruszyłem w stronę chatki. Wisiorek dyndał mi na szyi, kiedy usłyszałem głos pewnej kotki:
- Cześć wszystkim! Zakładam ogród i potrzebuję chętnych łapek do pracy! Ktoś zechce mi pomóc?
Mimowolnie podeszedłem do szpecącego tłumu, lecz wtedy coś we mnie pękło, i podniosłem łapkę do góry.

Candy?

Od Novy "Walentynki"

Dziś właśnie nastał ten dzień, w którym całe środowisko odwraca się przeciwko mnie... Nie no, bez przesady, ale wyjątkowo nie lubię tego dnia. Dnia Zakochanych, czyli tak zwane "Walentynki". Szczerze? Przereklamowane... Tym bardziej, że nigdy w życiu nie dostałam walentynki. Tak, naprawdę. Nie wierzycie? To uwierzcie. Normalnie masakra... Zresztą, nawet nie chce mi się o tym myśleć. Dobra Nova, weź się do pracy. Wstałam ze swojego legowiska, starając się nie myśleć o dzisiejszym święcie. Oby nie trwał on wiecznie... Zresztą - nie mam się czego obawiać, przecież nie dostaniesz walentynki. Nigdy jej nie dostaniesz. Pamiętaj. Zaczęłam kierować się w stronę wyjścia. Nie zwracałam uwagi na jednego, nieznajomego mi kota, który ciągle się we mnie wpatrywał. Miałam teraz za obowiązek patrolować teren, a następnie... No nie. Mam wolne. Eh... No tak. Całkowicie zapomniałam. Dzisiaj są walentynki. A co z tym idzie - wolny dzień. Prawie. Ale i tak poćwiczę kilka sztuk walki, gdyż to sprawia mi ogromną satysfakcję z moich umiejętności. Postanowiłam patrolować południową część terenu, gdyż reszta wojowników zajęła już resztę kierunków. Lubię południową część, więc w sumie... Dobrze mi się trafiło.

***

Nastał wieczór. Skończyłam patrol, który trwał... Wyjątkowo długo. Wracałam właśnie do domu Rosalie, gdzie czekało na mnie ciepłe legowisko i sen. Otaczała mnie ciemność. Piękna ciemność. Drzewa zamieniły się w długie cienie, a ja właściwie wtopiłam się w tło całej scenerii. Widoczne były tylko moje jasne oczy, które łatwo można było zauważyć. Niebo zrobiło się już całkowicie ciemne; przez chmury prześwitywał biały księżyc, kolorystyką całkowicie odcinając się od nastroju tego widoku. Zaraz miałam trafić do domu, kiedy sobie przypomniałam, że właśnie tam jest... Impreza walentynkowa. Westchnęłam cicho. Może lepiej tam wejść... I tak nikt nie będzie na mnie zwracał uwagi. A tam jest tak ciepło... Coś za coś. Nova, musisz się wziąć w garść. Idziesz. Po kilku chwilach znalazłam się przed domem. Jedno z okien było szeroko otwarte; zupełnie tak, jak by to było specjalnie dla mnie. Chociaż... Wcale tak pewnie nie jest. Inne koty najwyraźniej jeszcze nie wróciły, lub czekają tylko na mnie. Wcale nie musieli, powinni wiedzieć, że lubię wracać o późnych porach. Światło świeciło się tylko w obydwóch oknach - reszta okien była ciemna. Weszłam przez okno - dookoła tańczyło wiele kotów, niektóre z nich się nawet dotykało pyszczkami, tak, jakby się całowało. Najwyraźniej już było po Walentynkach pod Wielkim Drzewem, a teraz są tak zwane "Ostatki". Wzięłam głęboki wdech. Czułam na sobie wzrok kota, a może nawet kotów. Sama nie wiem, czemu... To było akurat dziwne. Podeszłam do swojego legowiska, które na szczęście znajdowało się tam, gdzie było ciemno. Położyłam się, lecz pod sobą, a dokładnie pod brzuchem poczułam coś dziwnego. Na czymś się położyłam. Wstałam, nieco zirytowana, zauważając czerwoną kartkę w kształcie serduszka. Westchnęłam cicho. Chwyciłam ją w zęby, położyłam się, a następnie kartka wylądowała tuż przede mną. Nie byłam pewna tego, czy chcę ją otwierać. Może to pomyłka? - pomyślałam. Postanowiłam, że ją jednak otworzę.

Dla Novy.
Jesteś piękna jak słońce,
świecące w dzień letni.
Jesteś piękna jak róża,
siła twa jest potężna, a uroda duża.
Jesteś piękna jak owoc czereśni...
Oraz jak inne zjawiska.
Pytanie jedno - 
odpowiedzi dwie - 
zostaniesz moją Walentynką?

Tajemniczy Wielbiciel

Otworzyłam szeroko oczy. Tak. To było... Wyjątkowo dziwne. Bardzo. Dziwne. Cóż, powinnam się cieszyć. I tak też zrobię. Uśmiechnęłam się szeroko. Kartkę z wierszem schowałam pod legowisko, a następnie zamknęłam oczy. Nie chciało mi się hucznie świętować Walentynek. Wystarczyło mi tylko to, że... Dostałam pierwszą walentynkę. I tak miałam na dziś sporo wrażeń...

THE END

Od Magica "Nowy świat, pierwsza reputacja cz. 22" C.D. Norah

Norah przytuliła się do mnie, a z jej brzucha wydobyło się dość głośne burczenie. Zaraz potem ten sam dźwięk wydał mój żołądek. Kotka uśmiechnęła się do mnie znacząco, od razu zrozumiałem, o co jej chodziło. Podałem jej łapkę i ruszyliśmy razem do stołówki. Posiłek był bardzo smaczny, zjadłem dużą porcję i jeszcze wziąłem dokładkę. Po jedzeniu wróciliśmy do naszego domku. Norah stwierdziła, że najwyższy czas wreszcie się rozpakować. Skinięciem głowy przyznałem jej rację, a następnie wniosłem do środka karton ze swoimi rzeczami. Kotka zrobiła to samo. Układając przedmioty na różnych półkach starałem się na bieżąco zapamiętywać, gdzie je zostawiam. Chociaż nie posiadałem wiele i szafek nie mieliśmy w domku zbyt dużo, nie było to łatwe. Przez pewien czas pewnie będę się jeszcze gubił, ale potem na pewno zapamiętam, gdzie co leży.
- Nie sądzisz, że powinniśmy już się położyć? Późno jest - zwróciłem się do partnerki, która jeszcze kończyła pakowanie. Po spojrzeniu na kalendarz w mojej głowie zrodził się nawet niezły pomysł.
- Przesadzasz - odpowiedziała, nie odrywając się od wykonywanej czynności. - Jeszcze wcześnie.
- Jak uważasz, ale ja pójdę już spać - poinformowałem ją, a następnie udałem się do sypialni. Aby mój plan wypalił, musiałem wstać wcześniej niż ona, dużo wcześniej, a co za tym idzie - również wcześniej się położyć. W miarę szybko udało mi się "odpłynąć w objęcia Morfeusza", jeszcze zanim Norah do mnie przyszła, a obudziło mnie słoneczne światło, wpadające do środka przez okno. Lubiłem być budzony w ten sposób, to było bardzo przyjemne, aż chciało się wstawać. Tak też zrobiłem, od razu zszedłem z łóżka, ostrożnie, aby nie zaskrzypiało i nie przerwało snu mojej partnerki. Chociaż brzuch domagał się jedzenia, ja miałem inne plany na dzisiejszy poranek. Wziąłem kartkę, pisaki i kredki, których pełno było w szafce z rzeczami Norah, po czym wziąłem się za rysowanie. Miał to być mój prezent dla niej, podobno ręcznie robione walentynkowe kartki cieszą naszych bliskich najbardziej. Żebym ja tylko umiał rysować... Ona z pewnością zrobiłaby to dużo ładniej, ale w końcu udało mi się nagryzmolić na różowej kartce nasze portrety oraz opatrzyć dzieło napisem "Morah is real", i to przed obudzeniem się kotki. Zadowolony z siebie wziąłem kartkę w łapki i zaniosłem do sypialni. Położyłem ją na szafce nocnej, aby Norah od razu po wstaniu ją zobaczyła, po czym wyszedłem z naszego domku na drzewie. Udałem się do Chatki Rosalie, aby porozmawiać z innymi kotami i poczekać na partnerkę. Właściwie dużo się nie zmieniło, jedynie parę serduszek porozwieszanych przy oknach i na ścianach informowało o tym, że dzisiejszy dzień nie jest jednak taki zwyczajny.
- Mamo, organizujemy coś na walentynki? - zapytałem, podbiegając do kocicy, która szła w kierunku schodów.
- Oczywiście, przy Wielkim Drzewie odbędzie się impreza - odparła szybko. - Przejdź się tam i zobacz, co z dekoracjami.
Amber ruszyła na górę, a ja zawróciłem i zgodnie z jej poleceniem, wybrałem się do Wielkiego Drzewa. Ono również wyglądałoby tak samo, jak w każdy inny dzień, gdyby nie kilka kotów oraz pudła z dekoracjami. Biedni, muszą pracować o tak wczesnej godzinie. Ja i Norah na szczęście zaczynamy pracę trochę później.
- Cześć - przywitałem się z uśmiechem. - Potrzebujecie pomocy?
- Nie - prychnęła jedna z kotek. Zmarszczyłem brwi, a następnie cofnąłem się. Nie to nie, niech radzą sobie sami. Ja pójdę do swojego domku i zaproszę Norah na tę dzisiejszą imprezę.
 
***
 
- Jesteś już gotowa? - zawołałem, opierając się o drzwi łazienki.
- Momencik! - usłyszałem z drugiej strony. Wróciłem na kanapę i usiadłem tam, aby poczekać, aż kotka wreszcie się przyszykuje. Kilka minut później w końcu wyszła z łazienki.
- Chodź szybko, jesteśmy już spóźnieni - powiedziałem i podałem jej łapę, aby zaraz potem wspólnie opuścić domek. Tak jak się spodziewałem - całe towarzystwo było już zgromadzone pod Wielkim Drzewem. Było tam bardzo ładnie, całe drzewo obwieszono kolorowymi łańcuchami i serduszkami, barek zostało pomalowany na czerwono... Dookoła panowała walentynkowa atmosfera, koty tańczyły do wolnej muzyki, a inne popijały różne napoje. - Zatańczymy? - zapytałem z szerokim uśmiechem. Norah skinęła łebkiem, ruszyliśmy na parkiet. Zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki, tak jak inni. Kotka patrzyła na mnie, a ja na nią.
 
(Norah? Miłość rośnie wokół nas...)


17 lutego 2018

Od Mix'a "Samotny jest świat cz. 9" C.D. Heather

- Niezłe akrobacje wyczyniasz - pochwaliłem ją.
- O, to ty Mix! Nie zauważyłam cię - powiedziała jakby przestraszona.
- To nie powód, żeby się mnie bać - westchnąłem. - Ufam, że widziałaś już wszystko, prawda?
- Tak, tak... Przynajmniej tak mi się wydaje... Ale czekaj! Co ty tu robisz?
- Tylko sobie przechodziłem, oczywiście jeśli masz do tego jakiś problem mogę sobie iść...
- Nie chcę, żebyś sobie poszedł... - kotka odbiegła ode mnie oczami i spojrzała na pobliskie zaspy śniegu.
- Jak sobie życzysz! Jednakże nie uważasz, że jest już zimno? Przyszedłem cię zabrać... - odwróciłem łebek - chcąc nie chcąc martwiłem się o ciebie.
Kotka znów wlepiła we mnie wzrok i uśmiechnęła się szeroko, co mogło oznaczać ,,dziękuję".
- Możemy zwiedzić teraz chatkę Rosalie. Tam nie jest zimno, przynajmniej nie aż tak...
- Chodźmy więc! Gonisz! - pacnęła mnie i co sił w łapkach pobiegła przed siebie. Goniliśmy się tak po wszystkich terenach stada, aż zapomnieliśmy jak jest zimno. Przynajmniej mnie nie doskwierał chłód - od kotki tętniła ogromna, ciepła energia. Mogłoby się wydawać, że biegnąc rozpuszcza śnieg, lecz tak niestety nie jest. Była moja kolej na łapanie, jednak nie zdążyłem dotknąć Heather przed wejściem do chatki, tym samym wygrała. Dyszałem cicho - zbyt długo nie biegałem.
- Gratuluję, wygrałaś! - pochwaliłem ją.
- Jaka będzie moja nagroda? - zapytała.
Cóż, nagród nie przewidziano... Przynajmniej ja tego nie zrobiłem. Pomyślałem co możemy zrobić "razem"... Możemy coś ugotować!
- Co powiesz na wspólne gotowanie? - zaproponowałem.

<Heather? Nie wiedziałam co napisać (again) xD>

Od Willy'ego "Nowa Gamma cz. 2" C.D. Amber

- Bez przedłużania, chciałabym poinformować was o najnowszej decyzji podjętej przez władze, a mianowicie; wybrana została nowa Gamma - samica zrobiła krótką pauzę, w czasie której wszyscy zdążyli wymienić zaciekawione spojrzenia. - Do hierarchii dołączy dziś Willy!
Po tych słowach wiele par oczu zaczęło wpatrywać się w moją osobę, stojącą lekko na uboczu. Sam nie potrafiłem określić, co obecnie czułem, więc tylko wpatrywałem się w Amber, która jakby tylko na to czekała, gdyż ruchem głowy zaprosiła mnie na środek. Wziąłem glęboki oddech i posłusznie ruszyłem przed siebie. Samica zwolniła krzesło, na które po chwili wskoczyłem. Przeleciałem wszystkich obecnych wzrokiem i po krótkim namyśle uśmiechnąłem się, by tuż po tym geście otworzyć pyszczek i zacząć mówić.
- Może zacznę od tego, że naprawdę się tego nie spodziewałem. - zerknąłem kątem oka na alfę, która podobnie jak inni słuchała mojej krótkiej przemowy - Dziękuje za to szczególne wyróżnienie, zapewniam was, że podjęliście słuszną decyzję. - zaśmiałem się - Chociaż myślę, że jest inne koty też miały szanse na to stanowisko, ale stało się tak jak się się stało. Postaram się - zawahałem się na chwilę - obiecuję, że będę sumiennie wywiązywał się ze swoich obowiązków, oraz pomagał naszej drogiej alfie i becie, jak i pozostałym członkom stada. Wybaczcie, ale nie jestem dobry w tego typu przemowach. - podsumowałem to wszystko, na co kilka kotów posłało mi tylko spojrzenia pełne dezabrobaty, inne zaś skusiły się na oklaski. 
Zeskoczyłem z krzesła i stanąłem obok, podczas gdy Amber wskoczyła na nie, aby uroczyście zakończyć zebranie stada. Po jej kilku pożegnalnych słowach posłała wszystkim promienny uśmiech, by zaraz po tym stanąć obok mnie.
- Za więc drogi samcu Gamma - zaczęła - zapraszam za mną. Aby formalności stało się zadość - zaśmiała się cicho, na co tylko przekręciłem oczyma i ruszyłem za kocicą.


<Amber? Raczej nie tak to miało wyglądać :/ >

Od Heather "Samotny jest świat cz. 8" C.D. Mix'a

Rześkie powietrze otulało moją sierść. Ranek był piękny i wręcz idealny na spacer. Po jakimś czasie zdyszana zwolniłam.
- Nie musisz za mną iść, Heather. Wystarcza mi moje towarzystwo - usłyszałam przed sobą głos Mix'a. Nawet nie wiedziałam, że on też wyszedł.
- Mix, nie można już iść na spacer? Mam zamiar pożądnie się zapoznać z terenami - powiedziałam, gdy zobaczyłam już kota. Prychnął tylko, a ja oddaliłam się w inną stronę. Po jakimś czasie zapamiętałam drogę do prawie wszystkich terenów. Zmęczona weszłam na drzewo i się położyłam. Zlustrowałam wzrokiem całe terytorium widoczne z drzewa. Dostrzegłam przekradającego się Mix'a. Wstałam, ale wtedy gałązka puściła i zleciała na dół. Najszybciej jak umiałam wybiłam się i zahaczyłam o gałąź wyżej. Weszłam na nią i skoczyłam na następną. W końcu zeszłam na dół nieświadoma tego, że całą akcję oglądał Mix. O dziwo sam do mnie podszedł.

(Mix? Not wena. Nie dość, że tyle czekałeś to jeszcze masz opowiadanie krótkie i głupie)

Od Candy ,,Ogród cz. 1"

Mamy zimę. Niby nic nadzwyczajnego - nachodzi nas co roku, zawsze wygląda tak samo i nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Do czasu! Właśnie przez tą nudną zimę wszystkich nachodzą dziwne pomysły. Tak było i ze mną. Od około tygodnia po mojej głowie łazi plan założenia ogrodu, zasadzenia kwiatków i upajania się pięknością tego, co w nim rośnie. Przesiadywania na łonie natury dniami i nocami, wdychając piękną woń kwiatów i nasłuchując kojącego szumu liści. Założenie ogrodu stało się moim ogromnym marzeniem. Dziś wszyscy jeszcze spali, ale Rosalie przygotowywała nam coś do jedzenia. Postanowiłam porozmawiać z nią na ten temat - sama prowadziła piękny ogród, więc mogła mi doradzić. Poza tym musiałam dostać zgodę na prowadzenie ogródka.
- Cześć Rosalie! - uśmiechnęłam się szeroko, kiedy już wskoczyłam na blat.
- Witaj kochaniutka! - również się uśmiechnęła. - Jak się spało?
- Tak jak zawsze, nic nadzwyczajnego... - westchnęłam. - Babciu, mogę o coś spytać?
- Pewnie - kobieta spojrzała na mnie, zostawiając wcześniej krojone mięso na desce i odkładając nóż.
- Ja... - wzięłam głęboki oddech. - Ja bym chciała założyć swój własny ogród! Wiem, przy tym jest wiele pracy, teraz mamy zimę, koty nie powinny kopać w ziemi... Ale proszę - zgódź się!
- Dlaczego mnie o to pytasz? Przecież wiesz, że każda pożyteczna praca jest mile widziana! Oczywiście, że możesz założyć własny ogród!
Jako, że okropnie wdałam się w mamę, zaczęłam skakać jak piłka łudząco podobnie jak ona, chociaż jednak inaczej.
- Dziękuję, dziękuję! - otarłam się o Rosalie. - Za ile będziemy jeść śniadanie?
- Daj mi tylko to pokroić - wskazała na deskę z uśmiechem. Zeskoczyłam z blatu i szczęśliwa postanowiłam usiąść na parapecie. Musiałam jeszcze przemyśleć gdzie założę ogród, jakie rośliny będę tam sadzić... Chwilę później babunia zawołała wszystkich na śniadanie. Zjadłam jak najszybciej mogłam, wskoczyłam na jakieś wyższe miejsce i zaczęłam mówić:
- Cześć wszystkim! Zakładam ogród i potrzebuję chętnych łapek do pracy! Ktoś zechce mi pomóc?
Koty zaczęły szeptać między sobą i ktoś w końcu podniósł łapkę. Był to kocur, przynajmniej tak mi się zdawało.

<Ktoś?>

Od Mix'a ,,Monotonia dnia codziennego cz. 1"

Wstałem. To czynność, którą wykonuję ja, ty i wiele innych kotów codziennie w ten sam sposób. Przeciągnąłem się. To też robi zdecydowana większość naszej populacji. Skierowałem się do mojej miski, w której znalazło się jeszcze trochę wczorajszego posiłku. Jadłem. I tu zaskoczenie - to robi każdy żywy organizm na naszej planecie! Przez ten krótki okres czasu myślałem. Tego nie robi każdy, więc tym się wyróżniam. A tak naprawdę to nie. Myśli każdy, każdy o czymś innym, a ja w tej chwili myślałem o wyjściu na ten potworny mróz, do padającego śniegu o godzinie, jak nie bardzo wczesnej, to nawet nocnej. Należę do tych, którzy co myślą, to robią, dlatego wyszedłem na dwór. Było cholernie zimno, mróz szczypał mnie w nos, łapki odczuwały zimno idące z ziemi. Na szczęście futro prawdziwego dachowca nie przepuszczało zimna, które niósł chłodny wiatr. Chuchnąłem, ażeby sprawdzić, czy z moich ust wydobędzie się biała para. Wydobyła się.
- Jest na minusie... - mruknąłem i wyruszyłem w stronę diamentowego jeziora. Co jakiś czas podbiegałem, podnosiłem wyżej łapy czy zapadałem się w śniegu. To było naprawdę upierdliwe. Po jakimś czasie dotarłem do celu oblodzonego na tyle, że gdy stanąłem na tafli lodu nie pękł on czy nawet nie drgnął. Przez chwilę zastanawiałem się, czy to ja jestem taki lekki, czy to jezioro zostało tak szczelnie zamknięte, że nie pozwalało mi się do środka dostać. Postanowiłem pobawić się trochę w kociaka, tj. poślizgać na lodzie. Zabawa była przednia. Od wielu miesięcy nie śmiałem się w ogóle, a teraz coś rozbawiało mnie do łez, przy okazji wzbierając mnie na wspomnienia. Wspominałem mamę, tatę, brata i siostrę z kiedyś, kiedy jeszcze nie byłem oschły i ponury. Zastanawiałem się gdzie mógł być przełom, dlaczego jestem taki, skoro kiedyś... Musiał być jakiś powód - mama zawsze powtarza, że nic nie bierze się znikąd! I tak - znalazłem odpowiedź. To stało się wtedy, kiedy tata z bratem odeszli. Zniknęli, wyparowali, opuścili nas. Obiecałem mu tylko, że będę dbać o wszystko i o wszystkich. Zupełnie nie wywiązuję się z obietnicy. Nie dbam nawet o samego siebie. Tęsknię za bratem, za zabawami z dzieciństwa, za tatą, za przeszłością. Żyję w tym samym miejscu, jedynie kilka lat później i dalej nie mogę odnaleźć siebie po tym wszystkim. Mina doszczętnie mi zrzedła. Przygnębiony ostrożnie zszedłem z lodu i powoli udałem się do chatki Rosalie. Nie obchodziło mnie już zimno, śnieżyca, przez którą śnieg prawie doszczętnie zakleił mi oczy czy to, że zapadałem się prawie całkowicie w śniegu. Zastanawiałem się, dlaczego taki jestem - świat się nie skończył, ja żyję dalej, ale bez uczuć, w przeszłości i samotności. Dlaczego? Chciałbym jakiegokolwiek oderwania od tej monotonii, przebudzenia jak ,,Latarnik" w powieści Sienkiewicza, którą babcia od niechcenia czyta prawie codziennie. Czy jest ktoś, ewentualnie coś, co pomoże mi odkryć siebie sprzed lat? Nie wiem. Stanąłem przed drzwiami chatki, otrzepałem się ze śniegu i z zamkniętymi oczami wszedłem do domu. Przez przypadek na kogoś wpadłem, przez co natychmiast otworzyłem oczy.

<Ktoś, coś? Mam nadzieję, że opo nie jest złe... :p>

16 lutego 2018

Od Novy "Nova cz. 4" C.D. Sakury

- Proszę pani, to nie jest tak, że ja pana obrażam, czy coś ja po prostu nie jestem pewna pani płci. - zaczęła kotka, lekko zakłopotana. Widać było, że starała się to ukrywać.
- No dobrze, ale to nie powód, aby tak się zachowywać - westchnęłam, starając się zachować spokój. Mam nadzieję, że ta kotka nie wyprowadzi mnie z równowagi.
- Czyli jak? - zapytała.
- Czyli źle. - odpowiedziałam, nie spuszczając z niej wzroku.
- Ale kiedy jest źle?
- Kiedy zachowujesz się nieodpowiednio. - zaczęła już mnie powoli irytować...
- Ale kiedy zachowuję się nie odpowiednio?
- Teraz. - w duchu zaczęłam już warczeć i to głośno.
- A czemu teraz zachowuję się nieodpowiednio? - zapytała po raz kolejny. Robiła to specjalnie, założę się.
- Bo mnie denerwujesz. 
- A dlaczego cię denerwuję?
- Bo...
- Dlaczego mówisz "bo"?
- A teraz ja się ciebie o coś zapytam, dobra? - zapytałam już całkowicie zirytowana.
- Okej - powiedziała zadowolona.
- Dobrze, więc czemu zadajesz tyle irytujących pytań? - wrzasnęłam.
- Nie wiem, ale skoro tak, to powiedz, czemu zadaję tyle irytujących pytań. - odpowiedziała, dumna z siebie. Nie wiem, co chciała przez to osiągnąć, ale na pewno nie osiągnie tego teraz. Uśmiechnęłam się do niej, groźnie jeżąc do niej sierść.
- Jeśli teraz nie przestaniesz, to rozerwę Cię na strzępy! - warknęłam, podchodząc do niej. Mój ogon poruszał się raz w lewą, a raz w prawą stronę, dając znak, że mam dość i lepiej by było, żeby się oddaliła. - No, dalej, kotku, uciekaj! - syknęłam i spojrzałam na nią takim wzrokiem, jakbym ją chciała nim zabić. Samiczka cofnęła się lekko, nie spuszczając ze mnie wzroku. Mam nadzieję że dostała nauczkę. Przybliżyłam się do niej, ukazując moje kły. Po chwili odeszła z trochę spuszczoną głową. Odetchnęłam z ulgą. W końcu! - pomyślałam. 

Sakura? Nova się wkurzyła xd

Od Sakury "Nova cz. 3" C.D. Novy

Kiedy zobaczyłam zbliżającą, zbliżającego że zbliża się do mnie ta nowa, od razu podeszłam i powiedziałam:
- Proszę pani, to nie jest tak, że ja pana obrażam, czy coś ja po prostu nie jestem pewna pani płci.
- No dobrze, ale to nie powód, aby tak się zachowywać - powiedziała kotka.
- Czyli jak? - zapytałam.
- Czyli źle.
- Ale kiedy jest źle?
- Kiedy zachowujesz się nieodpowiednio.
- Ale kiedy zachowuję się nie odpowiednio.
- Teraz.
- A czemu teraz zachowuję się nieodpowiednio?
- Bo mnie denerwujesz.
- A dlaczego cię denerwuję?
- Bo...
- Dlaczego mówisz "bo".
- A teraz ja się ciebie o coś zapytam, dobra? - zapytała zirytowana kotka.
- Okej - powiedziałam szczęśliwa.
- Dobrze, więc czemu zadajesz tyle irytujących pytań - kotka wrzasnęła.
- Nie wiem, ale skoro tak, to powiedz, czemu zadaję tyle irytujących pytań.

(Nova?)

Amber: Po prostu przytrzymaj shift rozpoczynając nowe zdanie i dodaj "?" na końcu pytania.