22 listopada 2017

Od Stelli"Pierwsza znajomość i już przypał cz. 1"

Dobrze na brzuchu wyjdzie mi pewnie siedemnaście lub szesnaście. - pomyślałam i wzięłam
 się do obliczeń by potwierdzić swoją teorię. Oczywiście, przecież to musiało być oczywiste,
że akurat na brzuchu rozmiar to będzie osiemnaście, a nie to ile zakładałam. - zdenerwowałam
 się i wzięłam się za robienie stroju dla Witchie. Ok, a więc muszę teraz wszystko po zaznaczać
i przygotować by kotka mogła jako tako wyglądać.
Nagle poczułam, że jakiś kocur lub kotka za chwilę będą mi przeszkadzać, ale na szczęście
się myliłam i to co mnie spotkało było fajniejsze niż przeszkadzanie.
 - Cześć mała. Może gdzieś się przejdziemy? - zapytał, a ja zaczęłam udawać nie dostępną.
(Ktoś?)

Od Witchie "Przygody Witchie i Willy'ego cz. 24" C.D. Willy'ego

 - Cześć Willy! To ja Lana! - nagle podczas rozkoszowania się posiłkiem i zamawiania sobie stroju
na ważne okazje usłyszałam witającą Willy'ego Lanę.
 - To może wrócimy do wybierania różnych ważnych rzeczy do mojej kreacji? - zapytałam kończąc moją kurę.
 - Może wyjdziemy za chwilę na dwór? Tam na pewno uda nam się współpracować na wysokim poziomie. - powiedziała kotka i od razu wyszłyśmy z chatki ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami.
 - To chciałabym taką pastelową sukienkę i pastelowy wianek. Kolor to będzie różowy. - powiedziałam i odwróciłam się w stronę chatki, z której w moją stronę biegła Lana, a Willy ją gonił.
 - Cześć Witchie! - zobaczyłam, że Lana milimetr ode mnie zatrzymała się. - Co robicie?! - zapytała
i zaczęła patrzeć na zapiski Stelli.
 - Zamawiamy kreację dla mnie. Na razie ustalamy kolor, krój, zapas, rodzaj gumki by mnie nigdzie nie uciskało, kształt kwiatków, kolor gumki, czy będzie czymś powlekana, czy na opasce będzie oprócz gumki doklejona wstążka i wiele innych rzeczy potrzebnych do takiej skomplikowanej kreacji. - powiedziałam i popchnęłam Lanę w stronę Willy'ego.
 - Lana chodź do chatki pobawimy się, weźmiemy ulubioną lalkę Witchie i przebierzemy ciebie
 w twój nowy strój elfa. - powiedział i wziął Lanę do chatki.
 - To ja  muszę już kończyć nasze spotkanie i zająć się innymi sprawami. Do widzenia. - powiedziała i wstała, po czym poszła do chatki.

21 listopada 2017

Od Witchie "Poznanie nowego kota cz. 19" C.D. Amber

 - Witchie możesz stąd zejść? - zapytała, a ja zanim się obejrzałam byłam już w chatce.
 - Witchie masz już obiad! Amber mam do ciebie pilną sprawę! - gdy usłyszałam staruszkę od razu poszłam do mojego posiłku, a Amber porozmawiać z Rosalie.
 - Amber czemu zamiast się wyprowadzać, nie możesz tylko zrobić kociakom pokoju. I zabierzesz
do swojego domu te trzy kociaki. Wiesz, że lepiej będzie im mieszkać w spokoju, a nie z paro nastoma kotami. - jadłam, ale nadal słyszałam o czym rozmawiały nawet gdy głośno jadłam mój posiłek z królika. od razu gdy zjadłam mój obiad wyszłam z chatki i zaczęłam polować na króliki, myszy i ptaki.
(Amber?)

Od Stelli "Dołączenie do stada cz.1"

- Dzień dobry pani Rosalie! - powiedziałam i poszłam do położonej na podłodze miski, w której leżała świeżo upieczona ryba. - Do widzenia pani Rosalie! - dokończyłam rybę i wybiegłam
z wcześniej przygotowanym zestawem do szkicowania.


***

Gdy dotarłam do jakiegoś drzewa, usidłam pod nim i zaczęłam szkicować projekt stroju na jakieś ważne okazje. Dobrze, że przy każdej stronie jest karteczka z miarą i do zestawu dodali notesik.
 - Dobrze, tutaj mam miary, które zdjęła ze mnie Rosalie. Ok wystarczy tylko pomnożyć wzrost przez szerokość, a potem podzielić przez wagę by dobrać odpowiednią gumkę do kreacji. - zaczęłam dobierać miary do różnych części mojej nowej sukienki.
Niestety w pewnej chwili z innego szkicownika wypadła kartka, na której miałam projekt nowego domu i jakiś kot go zobaczył.
 - Ładny dom. Będzie można w nim kiedyś zamieszkać? - usłyszałam głos kota stojącego przy drzewie pod, którym siedziałam.
(Ktoś?)


17 listopada 2017

Od Amber "Poznanie nowego kota cz. 18" C.D. Witchie

- No widzisz Amb, już prawie gotowe. Został tylko przedpokój. No, i rzeczy Lilyanne, ale zanim ona się tu zjawi minie parę dobrych godzin - powiedziałam sama do siebie, rozglądając się po domku na drzewie. Ponownie jestem sama, więc wypadałoby wreszcie opuścić ten domek na drzewie. Zresztą robię to chętnie. Nie czułam się tu dobrze, to miejsce przypominało mi o szczęśliwej rodzinie, jaką kiedyś miałam. A teraz zostałam sama, w tym wielkim, jak dla jednej, małej kotki, domku na drzewie. Dzieci dorosły i wyprowadziły się do Rosalie, aby żyć sobie szczęśliwie wśród innych kotów, mąż odszedł, zostawił mnie... Nie, to moja wina, ja byłam tak głupia aby mu zaufać.
I od razu widać, że za każdym razem, gdy tu przebywam, zaczynam o tym myśleć. A przeszłość powinno się zostawiać za sobą, a nie cały czas do niej wracać. Najważniejsza jest teraźniejszość.
- Cześć mamo - głos dziedziczki tronu obudził mnie z zamyślenia.
- Przyszłaś po rzeczy? - zapytałam i wskazałam łapą pomieszczenie, w którym jeszcze wczoraj była kuchnia. Po mojej gruntownej wyprowadzce już jej nie przypominała.
- Dzięki, zaraz wszystko zabiorę - kotka jednym susem znalazła się w kuchni, a ja wróciłam do opróżniania przedpokoju. Nie trzymaliśmy tu dużo rzeczy, więc poszło mi całkiem sprawnie. Akurat skończyłam zamiatanie, gdy Lily wyszła niosąc przed sobą pudło.
- Przecież nic nie widzisz, zaraz się przewrócisz - powiedziałam i pokręciłam głową.
- Oj tam, dam radę - odparła z uśmiechem i powoli, stopień za stopniem, zaczęła pokonywać schody. Wiedziałam, że mój sprzeciw na nic się nie zda, więc powróciłam do przerwanej czynności. Wzięłam ostatnią torbę przedmiotów, które należały do mnie i wyszłam z domku. W pyszczku zaś niosłam klucz, mając zamiar oddać go Rosalie. Wypakowałam rzeczy do swojej własnej szuflady w Chatce Rosalie, upewniłam się, że wszystkie dokumenty i ważne papiery leżą bezpiecznie u góry, tak jak je zostawiłam poprzedniego wieczora, aby nic nie zgubiło się podczas przeprowadzki, po czym ruszyłam z powrotem do mojego domku na drzewie, by obejść go dookoła i sprawdzić, czy na pewno zabrałam wszystko. Po drodze natknęłam się na małą karteczkę, leżącą kawałek od drzwi frontowych. Czyżby to do mnie? Warto sprawdzić. A nóż to coś ważnego.
Podniosłam papier z ziemi i zaczęłam czytać. Od razu domyśliłam się, po charakterze pisma, że musiał ten liścik zostawić mały kociak.
- "Cześć Amber! Tu Witchie, bardzo przepraszam cię za wszystkie przykrości i inne rzeczy związane ze mną. Jakby co jestem na drzewie na przeciwko. Jeszcze raz cię przepraszam, Witchie" - przeczytałam pod nosem i automatycznie powędrowałam wzrokiem na okoliczne drzewo. Jedno rosło centralnie na wprost domku, to pewnie tam musiała czekać na mnie kotka. O ile jeszcze czekała. Mogła zostawić kartkę już dawno, dawno temu.
Mimo to postanowiłam to sprawdzić. Wdrapałam się na drzewo, starając nie przypominać sobie o tym, jak to moje maluchy się tu bawiły trzy lata temu.
- Witchie, śpisz? - zapytałam, wcale nie dbając o to, czy ją budzę.
- Nie, nie... - odpowiedziała, podnosząc się z gałęzi.

(Witchie?)

♔Stella♔

(Photo from Pixabay, by Khoa Huynh (khoahuynh), CC0 license)
Nic nie zdarza się przez przypadek

IMIĘ: Stella
PŁEĆ: Kotka
WIEK: 3 lata
APARYCJA: 
  • Rasa: Maine coon, pers lub ragdoll? Rasy Stelli nikt nie mógł określić. U weterynarza mówili, że ona jest pierwszym pokoleniem do stworzenia nowej rasy.
  • Głos: Taylor Swift
  • Umaszczenie: Białe
  • Budowa: Wysoka, masywna i umięśniona
  • Informacje szczególne: Jej oczy są tak przeszywające, że lepiej nie rozmawiać z nią gdy jest zdenerwowana.(Bo najprawdopodobniej będziesz mieć w ciele dwie dziury.)
RODZINA: Stella nie zna swojej rodziny, ale jej matka nazywała się Rita, a ojcem był Bruno Stella nie miała rodzeństwa bo każdy umarł w łonie matki oprócz jej.
CHARAKTER: Stella jest nerwowa i mało towarzyska. Te cechy charakteru mogła odziedziczyć przez to, że miała być pierwszym pokoleniem nowej rasy. Przy tym nigdy nie poznała swojej rodziny. Stella traktuje każdego jak mało ważnego kociaka nawet jeśli nim nie jest. Jedynym wyjątkiem jest Amber. Nasza architektka jest miła tylko, gdy projektuje jakiś budynek lub coś rysuje, albo gdy myśli o macierzyństwie. Stella często w stresie wymyśla różne dziwne budynki i wymyśla różne rzeczy przez to, że nikt jej nie kochał i stres ma zapisany w genach. Według niej nikt nie przeżył tego, co ona i nie może jej oceniać, bo każdy ma charakter indywidualny po tym, co przeżył.
HISTORIA: Stella nigdy nie poznała swojej rodziny, przez to, że z całym miotem były komplikacje. Całe rodzeństwo Stelli umarło jeszcze w łonie matki ona prawie też. Gdy Stella się urodziła była za mała by przetrwać sama, z matką też. Została w szpitalu gdzie spędziła pierwszy rok swojego życia. Niestety nie mogła zostać tam przez całe życie. Oddano ją do schroniska, z którego uciekła. Błąkała się potem parę miesięcy. W końcu znalazła się na terenach Stada Diamentowych Kotów, gdzie postanowiła zamieszkać. Od zawsze kręciło ją projektowanie różnych rzeczy, więc za namową staruszki o imieniu Rosalie wybrała sobie zawód architekt. I poduszkę numer 10.
STANOWISKO: Architekt
PODUSZKA: 55
PARTNER: Na razie nie poznała żadnego kocura lecz szuka.
POTOMSTWO: Chce mieć, ale jest sama więc przez to nie może.
WŁAŚCICIEL: Słodka Smerfetka

14 listopada 2017

Od Willy'ego "Przygody Witchie i Willy'ego cz.23" C.D. Witchie

Wracając do chatki energicznym krokiem zastanawiałem się, co przyniesie mi następny dzień. Póki co, dzięki Witchie moją rutyną stało się polowanie, jednak życie kryje w sobie więcej niespodzianek. Przekroczyłem próg chatki, rozglądając się przy tym uważnie, podczas gdy kocięta ruszyły pędem w stronę kuchni, o mało mnie nie przewracając. Posłałem tylko mordercze spojrzenia w ich kierunku, po czym podążyłem za nimi niosąc w pyszczku kilka dorodnych, tłustych myszek.
- Widzę, że ty też ciekawie spędziłeś czas - usłyszałem donośny głos starszej już kobiety.
Spojrzałem na nią z uśmiechem i położyłem myszy przed nią oblizując pyszczek.
- Mogłabyś je dla mnie przechować? Nie zapomnij dodać tylko tabliczki z napisem "Myszy Willy'ego. Nie dotykać".
Rosalie kiwnęła potakująco głową ukazując swoje praktycznie idealne zęby w ciepłym uśmiechu. Odwzajemniłem gest i odwróciłem się zastanawiając się, czym mógłbym teraz zająć łapki, jednak przygaszone światła w salonie dały mi jednoznaczną odpowiedź. Powolnym krokiem zbliżyłem się do swojej poduszki, by następnie wskoczyć na nią rozkoszując się jej miękkością. Przymknąłem powieki, a już po chwili odpłynąłem daleko do krainy snów.

Powoli uniosłem powieki, a do moich ślepi natychmiast dotarł przeraźliwie jasny promień słońca. Natychmiastowo zmrużyłem oczy i przekręciłem się na drugi bok. Wypuściłem powietrze z pyska doskonale wiedząc, że nie uda mi się już zasnąć. Ociężale podniosłem się z posłania i przeciągnąłem się ziewając. Otrząsnąłem się z niewidzialnego kurzu i udałem się w stronę kuchni, z której dobiegał przyjemny zapach świeżo upieczonego drobiu. Jak zwykle, mój zmysł węchu mnie nie zawiódł, więc obecnie rozkoszowałem się smakiem soczystego mięsa. Mój błogi stan przerwał jednak czyiś przyciszony głos. Na początku pomyślałem, że to mi się tylko przesłyszało, jednak głos stawał się coraz głośniejszy, aż w końcu dotarł do mnie sens słów małej kotki, która stała z mną.
- Witchie uciekła ze szpitala.



< Witchie? Co powiesz na wreszcie początek jakiejś wspaniałej przygody? >

Od Witchie "Quest #1"

- Aaa - przeciągnęłam się i wstałam, kierując się do kuchni. - Dzień dobry Rosalie! Co dziś na śniadanie? - wdrapałam się na krzesło przy stoliku w kuchni.
- Ty masz myszki, które mi dałaś, by się uwędziły i wysuszyły. Trzy jak zawsze? - skinęłam głową, zgadzając się i od razu wzięłam się za jedzenie swojego posiłku.
Od razu, gdy zjadłam, wyszłam na zewnątrz by odetchnąć trochę z ulgą na spacerze. Było bardzo pięknie tak pięknie, że nawet nie zauważyłam, że wychodzę poza znane mi tereny stada. Nagle zauważyłam, że przed moimi oczami jest stado wilków. - No. No. No. Kogo my tu mamy? - powiedział jakiś wilk. - Mi się wydaje czy tam jest sarna? - pokazałam łapką w bok i od razu, gdy wszystkie wilki odwróciły się w tamtą stronę, zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam przez co, ale od razu włączyło mi się super przyspieszenie. Gdy dotarłam do chatki nadal na turbo przyspieszeniu, wbiegłam na górę i dopiero wtedy się zatrzymałam. Tedy z resztkami sił i usnęłam. Po chwili Tosia zaczęła mnie cucić. Chyba od razu wiedziała, co mi się dzieje.
- Obudziła się - krzyknęła kotka w stronę gabinetów lekarzy. - Mogę już stąd iść? - zapytałam, ale kotka chyba mnie nie usłyszała. - Tak możesz już iść - mruknęła nie wyraźnie. Gdy usłyszałam słowa pozwalające mi na wyjście, od razu zeszłam na dół i wyszłam na zewnątrz. Zaczęłam wtedy wypatrywać czy nigdzie wokół nie było żadnego z wilków, które spotkałam. W pewnym momencie znowu spotkałam tamte wilki. Teraz na szczęście były miłe, bo zobaczyły, że za mną był jakiś kot. Po pewnym czasie ten kot poszedł i wilki od razu się na mnie rzuciły. Na szczęście szybko udało mi się przed nimi uciec. Gdy dotarłam do chatki, bardzo bolała mnie jedna łapka. Od razu do pełzam do schodów i po nich jakoś się wciągnęłam. Potem znowu zaczęłam pełzać, bo łapa bardzo mnie bolała i trochę krwawiła, ale musiałam wytrzymać. Gdy weszłam na salę od razu jakiś kot, zaprowadził mnie na łóżko i zaczął badać. Po pewnym czasie stało nade mną kilka kotów, nie wiem, dokładnie ile ich było i kim byli. Widziałam tylko rozmazane sylwetki kotów. Podawali mi tam różne kroplówki i za bandażowali mi rany. Z każdą chwilą czułam się jeszcze gorzej. Najgorsze było to, że wilki z każdą chwilą wilki były bliżej głównych terenów naszego stada.

***

Od razu, gdy obudziłam się nad ranem, zbiegłam na dół i wybiegłam z chatki. W pewnej chwili zauważyłam stado tamtych wilków i wszystkich wojowników i obrońców poza tym kotkę, która patrolowała Wielkie Drzewo i inne koty patrolujące tereny, które dobiegały do innych.
- Zostawcie te wilki, ja się nimi zajmę! - wyszłam z chatki w stroju przypominającym strój szamana.
Podeszłam do tych wilków i wykorzystując to, że z bandaża kapnęła mi kropla krwi, wzięłam ją na łapkę i zrobiłam krzyżyk jak przy szukaniu skarbów na głowie ich Alfy.
Wszystkie wilki zaczęły wtedy uciekać pewnie przez jakieś podłoże psychologiczne.
Szczęśliwie wróciłam do chatki, położyłam się na poduszce. Dobrze, że wilki były takie głupie.

Akceptacja!
+30 d.

13 listopada 2017

Od Witchie "Przygody Witchie i Willy'ego cz. 22" C.D. Willy'ego

Nagle usłyszałam jakiś dziwny dźwięk. Jakby coś szurało, pomyślałam, że to Willy i poszłam dalej nie zwracając na to uwagi.
 - Brawo Willy, wygrałeś! - usłyszałam głos Lany i od razu się odwróciłam.
 - Lana patrz! - krzyknął pokazując Lanie jakieś odległe miejsce.
 - Willy powiemy komuś o tym, co tu znaleźliśmy? - podbiegłam.
 - Ale co tam było? - zapytała Lana.
 - Tam była myszka - powiedział Willy.
 - Lana, może ci pomóc? - zapytałam i podbiegłam do kotki.
 - Jeśli sprawi ci to przyjemność, to tak! - krzyknęła Lana i poszłyśmy w jakąś stronę.
 - Willy może poszedłbyś z nami? Bo słyszałam, że tam gdzie idziemy jest dużo pysznych i tłustych myszy - powiedziałam idąc dalej.
 - Niech będzie - dobiegł do nas. - Tylko jest jedna rzecz, musimy wrócić przed zachodem słońca - zaczął iść przed nami.
 - To tam! - zaczęłam biec w stronę, w którą jest stadko myszy.
 - Masz już coś?! - krzyknął Willy
 - Tak! Mam coś nawet dla was! - odpowiedziałam biegnąc za kolejną.
 - Ja chcę! - usłyszałam Lanę biegnącą za jedną myszką.
 - Może wam pomóc? Będzie większy posiłek. - zapytał i zaczął gonić kolejną.

***

Gdy najedliśmy się tym, co upolowaliśmy, zostało nam jeszcze parędziesiąt myszy. Każdy wziął sobie tyle, ile chciał i wszyscy poszliśmy do chatki.

(Willy?)

12 listopada 2017

Od Witchie "Poznanie nowego kota cz. 17" C.D. Amber

 - Aaaa. - przeciągnęłam się. - Szkoda nikogo tu nie ma. - wyszłam na dwór i zaczęłam iść w stronę domku na drzewie Amber.

***

Gdy doszłam do jej domku zapukałam do jego drzwiczek. Po chwili pukania napisałam jej karteczkę i weszłam na drzewo znajdujące się na przeciwko tego, w którym mieszka Amber.
 - Ciekawe czy to przeczyta? - wyobraziłam sobie Amber czytającą karteczkę, na której było napisane: "Cześć Amber! Tu Witchie bardzo przepraszam cię za wszystkie przykrości i inne rzeczy związane ze mną jakby co jestem na drzewie na przeciwko. Jeszcze raz cię przepraszam Witchie." Od razu gdy wyobraziłam sobie tą karteczkę zasnęłam.

(Amber?)