18 czerwca 2018

Od Gizma "Być sobą cz.9" C.D. Willy'ego



 Po zaledwie krótkiej chwili kocur mnie dogonił. Nie żebym się tego niespodziewał - mój aktualny stan nie pozwalał na ucieczkę. Po prostu nie sądziłem, że akurat pójdzie za mną. Tak myślałem, ale się przeliczyłem.
- Gdzie tak pędzisz? - odezwał się do mnie gdy próbowałem go niejako wyprzedzić, oczywiście z marnym skutkiem. Zrezygnowany a jednocześnie rozwścieczony opadłem na ziemię. Łapa pulsowała niemiłosiernie, a ból promieniująco rozchodził się już po całej kończynie. Nie miałem ochoty z nim rozmawiać, zresztą jemu samemu powinno się odechcieć tego robić, a sądząc po jego wyrazie pyszczka... wcale na takiego nie wyglądał.
- Zadowolony? - warknąłem ze złością. Doczekałem się jedynie ignorancji na moją zaczepkę z jego strony. Za to - usilnie wpatrywał się w moją łapę.
- Może pójdę po jakiegoś lekarza?- zapytał dziwnie naturalnym tonem.
- Nie! - krzyknąłem. - Nie potrzebuję pomocy. - zaprotestowałem. Usiłując to udowodnić postanowiłem się podnieść, oczywiście mi to nie wyszło. 
- Nie byłbym tego taki pewien. -Położyłem się z powrotem, tym razem przysunąwszy łapę bliżej siebie w odruchu.
 - Ale mógłbyś się wreszcie ode mnie odczepić, co?! - już całkowicie zignorowałem mój zdrowy rozsądek. Nie obchodziło mnie to czy byłem nowy czy też nie, ani jak będę postrzegany. Od teraz i tak będę furiatem.
 - A Ty mógłbyś docenić moją pomoc. - odpowiedział całkiem spokojnie. 
 - Pfff... Przepraszam Cię bardzo, jaką pomoc? - zakpiłem. - Naprawdę wielką łaskę mi zrobiłeś, za to, że mnie oprowadziłeś. Za prośbą Alfy! - dodałem. - Mógłbym sam to zrobić, w bardziej... atrakcyjny sposób. A teraz możesz już iść sobie stąd. Udaję się do medyka! - zameldowałem niczym prawdziwy książę. Szkoda tylko, że zapomniałem iż to nie ja jestem księciem na tym dworze.
 - Nigdy nie widziałem takiego egoisty... - pokręcił głową szylkret.
 - Szkoda, że Ty nim nie jesteś. - uniosłem swój zacny zad i kulejąc jakimś cudem dostałem się do chatki. Spojrzałem za siebie i w oddali zobaczyłem jeszcze Willy'ego, który nadal siedział w tym samym miejscu, ale miał wzrok odwrócony w inną stronę. Prychnąłem i zniknąłem za drzwiami, które za sprawą wiatru huknęły niewyobrażalnie głośno. Wszyscy jakby ich grom strzelił odwrócili się w moją stronę. Wzruszyłem ramionami i zapytałem:
- Gdzie do... szpitala? -koty otworzyły szerzej oczy po czym wskazały mi schody. Właśnie - schody.

(Willy? Nie przesadziłam aby za bardzo?)

Od Willy'ego "Być sobą cz.8" C.D. Gizma

Posłałem pytające spojrzenie w kierunku Gizma, z któregi ust przed chwilą wydobyło się przekleństwo.
– Co jest? – zapytałem.
– Nic – odburknął spokojniejszym tonem.
Jak na zawołanie zerknęłem na jego łapę, która wydawała się być zaczerwieniona.
– Możesz iść?
– Tak – odparł – nic mi nie jest.
Westchnąłem cicho, czego kocur zdawał się nie słyszeć.
– Hmm...skoro tak mówisz – zamyśliłem się – W takim razie chodźmy dalej, do świątyni – zarządziłem.
Kocur niemo wyraził zgodę na dalszą wędrówkę, jednak widząc borykającego się z problemem bolącej łapy zwolniłem tępa. Widać było, że doprowadziłem tym do jeho irytacji, chociaż mało mnie to ruszało. Weszliśmy do świątyni, przystając na środku. Zacząłem opowiadać kocurowi o tym miejscu i uroczystościach, jakie się w nim odbywają.
– No dobrze, jakieś pytania? — mój głos odbił się echem od ścian budynku – Gizmo?
Obkręciłem się wokół własnej osi przynajmniej z trzy razy chcąc dostrzeć gdzieś chociażby kawałek czarnego futra. Wypuściłem powietrze z ust, lekko zdenerwowany zachowaniem nowego członka stada. Upewniłem się, że na pewno nie schował się gdzieś przede mną w swiątyni i wyszłem na zewnątrz. Pochyliłem się marszcząc nos, a gdy do moich nozdrzy dotarł zapach znanego mi już kota, podążyłem za nim truchtem. W końcu ujrzałem na horyzoncie sylwetkę Gizma, który zdawał się kierować w stronę chatki Rosalie. Przyśpieszyłem, ruszając biegem w ślad na kocurem. Zauważył mnie, bo widocznie przyśpieszył, jednak obolała łapa zdawała się mu wcale tego nie ułatwiać. Dogoniłem go szybciej, niż się spodziewałem.
– Gdzie tak pędzisz? – odezwałem się widząc jak kocur nieudolnie próbuje mnie wyprzedzić.
W końcu zatrzymał się z wyraźnym rozczarowaniem wymalowanym na pyszczku. Opadł na ziemię, a jego łapa była w o wiele gorszej formie niż wcześniej. Podeszłem do kota, wyraźnie zaniepokojny jego stanem.
– Zadowolony? – wymruczał ze złością.
Zignorowałem jego zaczepkę przyglądając się opuchniętej kończynie.
– Może pójdę po jakiegoś lekarza? – zapytałem jakby sam siebie.
– Nie! – wykrzyknął kocur – Nie potrzebuję pomocy.
– Nie byłbym taki pewny – powiedziałem, widząc jak kocur próbuje się podnieść.


< Gizmo? >

16 czerwca 2018

Od Milicent "Czas uwierzyć cz.3" C.D. Heather

 Moje początkowe obawy zniknęły bardzo szybko. Heather okazała się być naprawdę miła i jakoś nie zwracała uwagi na moją nieśmiałość, wręcz przeciwnie- czułam się jakby to ona dodawała mi pewności. Po treningu poprosiła mnie abym poczekała z nią na Mix'a, oczywiście zgodziłam się, dając jej o tym znać kiwnięciem głowy. Ruszyłyśmy na skraj lasu by tam właśnie poczekać na kocura. Szłyśmy obok siebie, chociaż ja byłam nieco bardziej styłu, wtedy nagle Heather upadła i głośno syknęła. Zobaczyłam kamień, który niefortunnie miał ostro zakończony trzonek. Momentalnie skojarzyłam fakty. Szybko rozejrzałam się wokół. To czego szukałam nie było daleko. Roślina zwana babką znajdowała się zaledwie kilka metrów przede mną. Kiedy już miałam w pyszczku liści o znanych mi doskonale właściwościach leczniczych usłyszałam pytającą kotkę:

- Przyniesiesz babkę? - nie musiałam odpowiadać, gdyż kotka od razu zobaczyła to co niosłam. Delikatnie obłożyłam jej ranę, po czym znalezionym na uboczu sznurkiem obwiązałyśmy ją by listki nie odpadły. Wtedy z nikąd pojawił się Mix. 

- Mix! - pisnęła cicho Heather poczym wtuliła się mocno w kocura. Oboje byli bardzo uśmiechnięci. Poczułam się nieswojo, więc lekko wycofałam się do tyłu, ale Mix i tak mnie zobaczył.
- O,witaj, Milicent - powiedział. Trochę zawstydzona pomachałam nieznacznie łapką. - Muszę wnieść skargę, że spędzamy zdecydowanie za mało czasu że sobą.-  westchnął gdy zobaczył zranioną łapę. - Ty się zawsze w coś wpakujesz... - Następnie ruszyliśmy do chatki Rosalie, mimo kontuzji Heather dotarliśmy tam bardzo szybko, ale ona musiała tak czy siak pójść do skrzydła szpitalnego. Zdziwiłam się gdy zaledwie po piętnastu minutach ponownie zobaczyłam białą kotkę.

- Chyba jestem Ci winna podziękowania. - uśmiechnęła się szeroko. Spojrzałam na jej wielkie zielonkawe oczy i momentalnie spuścilam wzrok.
- To drobiazg... - wyszeptałam.
- Dlaczego spuściłaś wzrok? - zapytała trafiając w mój słaby punkt.
 - Ehh...Jesteś taka ładna i w ogóle... W dodatku wstydzę się... Sama nie wiem dlaczego.
 - Oj Ty! - złapała mnie i przysunęła bliżej do siebie przytulając. - Też jesteś piękna, tylko musisz się częściej uśmiechać! - uśmiechnęłam się zatem. - Właśnie tak! I od razu lepiej wyglądasz. No bo kto chce patrzyć na taką smutną buźkę? - zaszczebiotała. - A skoro brakuje Ci pewności siebie, nie martw się! To można zmienić. 
- Naprawdę? 
- Oczywiście, że tak! - zapewniła mnie. - Tylko będziesz musiała dużo nad tym popracować.
 - Teraz to ja muszę Ci podziękować. - zaczęłam. - Nikt jeszcze nie był dla mnie taki wyrozumiały... Wszyscy raczej oceniali mnie z góry, źle się z tym czułam... A Ty! Ty jesteś wspaniała! - przytuliłam ją mocno, a ona zachichotała. 
- No dobra. - powiedziała po chwili; odsunęłam się od niej. - Najlepiej zacznijmy już dzisiaj. - zaproponowała. - zastanowiłam się.
- A Mix? Nie chcesz iść do niego? Pewnie czeka na Ciebie i się martwi. Ja mogę poczekać. Zawsze możemy spotkać się kiedy indziej, i nie zaniedbywuj go. Jesteście świetną parą! - kotka znowu się zaśmiała.
- To może jutro rano? - pokiwałam głową.
- Jutro rano... - powtórzyłam. - Do zobaczenia! - pożegnałam się i o mało nie zapiszczałam z radości. Nigdy nie czułam się tak luźno, prawie w ogóle nie byłam spięta, a wszystko co mówiłam - mówiłam naturalnie, bez stresu, że powiem coś nieodpowiedniego. Szczęśliwa udałam się do chatki, wyczekując jutrzejszego poranka.

( Heather? Ja nie wiem co to jest, nie pytaj xd )

13 czerwca 2018

Od Patcha "Nowy przyjaciel cz.4" C.D. Sakury

Po krótkim spotkaniu z Sakurą przypomniało mi się o jednej rzeczy. Bez wahania więc wróciłem w ostatnie miejsce w którym widziałem kotkę. Nie dobiegłem nawet do docelowego miejsca, a już przede mną stała właśnie niebieskoka syjamka.

- Hej Sakura, mam pytanie! - rzuciłem z rozbiegu.
- Tak? - powiedziała kotka lekko się rumieniąc. Zmarszczyłem lekko brwi zdziwiony tym faktem, ale zaraz go zignorowałem by przejść do rzeczy.
- Wiesz... - zacząłem powoli. - Kiedyś Candy wspominała mi, że to ona "wprowadziła" cię do stada. -wyraz jej pyszczka stał się nieco bardziej ponury.
- Tak, to ją pierwszą napotkałam. - powiedziała siląc się na uśmiech.
-To chyba dobra okazja. Może opowiesz mi swoją historię? 
- Jasne, strzegam jeszcze tylko, nie jest to jakaś pocieszna historia. Ale wracając do rzeczy... 
- Och... Zapomniałem... - westchnąłem nagle przypominajac sobie o ważnej rzeczy.
- O czym?
- Muszę iść na wieczorny patrol. Teraz patrolowanie granic jest szczególnie ważne. - odparłem. 
- Ach... - zasmuciła się. - A mogę pójść z Tobą?- zapytała entuzjastycznie.
- Chyba tak... - ledwo dokończyłem a kotka pisnęła z zachwytu. Wywróciłem oczami i ruszyliśmy moją codzienną trasą.
- Więc... Na czym to skończyliśmy?
- No to... - zaczęła powoli. - Z początku miałam dosyć wygodne życie. Później mojej właścicielce urodziła się córka.
- Miałaś właścicielkę?- zdziwiłem się, a kotka pokiwała głową.
- Okropny był bachor z tej córki.- powiedziała z obrzydzeniem - zażyczyła sobie pieska, więc pieska dostała. Nazywał się Carmell. Wszystko by było w porządku, gdyby nie to, że ten szczeniak nie umiał się dogadać. Nie miałam więc wyjścia i uciekłam. Później spotkałam pewną starszą suczkę, Mirabilis. Zaprowadziła mnie do jakiejś szopki, gdzie mogłam trochę odpocząć. Warunki nie były jakieś tam ekstra, ale bynajmniej było ciepło. - na wspomnienie o szopce wzdrygnąłem się nieco. - Niestety Mirabilis umarła, a ja nie mogłam sobie tego wybaczyć...Zabrałam ze sobą jej obrożę i pobiegłam przed siebie. Po drodze spotkałam jeszcze jakiegoś kocura, któremu przypadkiem zjadłam upolowaną przez niego mysz. No cóż... Nie był zadowolony. Przestraszyłam się gdy go zobaczyłam i znowu uciekłam. Tak to w skrócie wygląda. A resztę histori chyba znasz...
- Uważaj! - krzyknąłem gdy tylko zobaczyłem wybiegającego zająca z kniei. Kotka momentalnie się zatrzymała spoglądając na mnie zdezorientowana. W ułamku sekundy pod jej nogi wplątał się przerażony zwierzak, i ułamek sekundy później zniknął po drógiej stronie ścieżki. Spojrzeliśmy po sobie, wzruszyliśmy ramionami i ruszyliśmy dalej, ale coś mi tu nie pasowało.

(Sakura? Wybacz, nie miałam zbytnio pomysłu...)

12 czerwca 2018

Czystka

Dzień dobry kochani, czas na spóźnioną czystkę. Powinna się ona odbyć dwa dni temu, ale niestety nie udało się.
Na samym początku przepraszam wszystkich, którzy oczekiwali wielkich zmian i rewolucji, muszę was zmartwić, ponieważ ta czystka to jedynie monery za aktywność i wyrzucenie nieaktywnych postaci. Najpierw, póki jeszcze można, trzeba podciągać oceny (i liczby opowiadań), a potem będziemy cokolwiek tu aktualizować.
Zapraszam na podsumowanie opowiadań. Od ostatniej czystki, o ile się nie mylę, pojawiło się ich 86. Nie jest bardzo źle, ale dobrze też nie jest. A ile komu należy się diamentów? W trochę innej formie niż zawsze, ale już wyjaśniam.
Zacznijmy od tych, którzy napisali najwięcej. Na pierwszym miejscu jest Nova z 12 opowiadaniami. Otrzymuje ona 80 diamentów. Tu za nią jest Patches, który napisał 9 opowiadań, a więc należy mu się 50 diamentów. Na trzecim miejscu mamy Heather z 7 opowiadaniami. Heather dostaje 30 kocich monet. Następna jest Sakura, która napisała 6 opowiadań i dostaje 20 diamentów. Dalej ex aqeuo Florence i Karmel. Po 10 monet dla każdego. Dalej z czterema opowiadaniami Candy i Nathan, którzy już niestety nie dostaną nagrody. Następna w kolejności jest Ashes, która napisała 3 opowiadania. Po niej prawie cała reszta, czyli Airo, Amber, Gizmo, Lilyanne, Milicent, Sasuke, Willy. Oni wszyscy napisali po dwa opowiadania. I na klniec ci, którzy napisali po jednym - Abbys, Aria, Camel, Felicja, Koshiro, Magic, Mathias, Michael, Nessie, Nestea, Norah i Toblerone. Gratuluję wszystkim, którzy znaleźli się na samej górze listy, a tym z dołu proponuję poprawienie swojej aktywności, zwłaszcza, że niedługo rozpoczną się wakacje i będziemy mieli więcej czasu na pisanie. 
Zostali nam do wymienienia już tylko ci, którzy naszego bloga ostatnio całkiem olali i nie napisali nic. Żegnamy dzisiaj Aimez i Silver. Szkoda.

Silver | 3 lata | Patrol Wielkiego Drzewa | - | aleks2007 [H]
100d. | 0p.

♔♔♔
Aimez | 2 lata | Zielarz | - | Flora234589998
50d. | 0p

11 czerwca 2018

Od Florence "Kartki z Pamiętnika cz.3" C.D. Nathana

– Wybierzmy się w góry – zaproponował kocur – Nie wiem...zdobądźmy jakiś szczyt... Zróbmy coś spontanicznie! To będzie dobry materiał do opisania – dodał już trochę mniej pewnie.
Potraktowałam jego propozycję zbyt poważnie, co zapewne dało się wyczytać z wyrazu mojego pyszczka. Chciałam zacząć rozważać, czy to na pewno dobry pomysł, jednak postanowiłam posłuchać mojej intuicji. Przymknęłam na chwilę oczy, a w mojej głowie natychmiast pojawiła się odpowiedź. Zerknęłam na wyczekującego kocura, lekko zniecierpliwionego.
– Dobrze – odpowiedziałam podnosząc się z miejsca i posyłając Nathanowi uśmiech.
– Zatem ruszajmy – podniósł się z zamiarem pobiegnięcia w stronę gór, jednak zatrzymał się na chwilę – Muszę odłożyć książkę.
– Idź – rzuciłam – poczekam – na potwierdzenie moich słów przysiadłam na ściółce opierając się o drzewo.
Kocur pokiwał głową i uprzednio chwytając pokaźny tom, pognał pędem w stronę budynków. Odprowadziłam go wzrokiem, aż niewielka ruda plamka zniknęła z mojego pola widzenia. Odetchnęłam głęboko napajając się spokojem, jaki panował wokoło. Do moich uszu nie docierał żaden nieporządany dźwięk, a jedynie przyjemny szum liści czy śpiew ptaków. W międzyczasie zdołałam usłyszeć skaczącą po konarach drzewa wiewiórkę, jednak zignorowałam jej obecność. Nie musiałam czekać długo, gdyż po niecałym pięciu minutach pojawił się obok mnie Nathan.
– Jestem – oznajmił przystając obok mnie.
– Widzę – odparłam powstając – chodźmy.
Tymi słowami rozpoczęła się nasza spokojna wędrówka w góry. 
Przyśpieszyliśmy do truchtu mijając wiele drzew oraz jezior. Na drodze stanęły nam także gęste i kłujące krzewy, które musieliśmy ominąć. Droga do Mglistych Gór zajęła nam około dziesięciu minut, które zdawały się ciągnąć niemiłosiernie. Staraliśmy umilić sobie czas podróży dzieląc się wrażeniami na temat poszczególnych książek, nie obyło się także bez wielu sprzeczek. Jednak minęły one tak szybko, jak się zaczęły, ponieważ przed nami wyrosły naprawdę wielkich rozmiarów góry. Już na tej wysokości dało się wyczuć spadek temperatury, pomimo świecącego słońca. Wiatr zdawał się mocniej wiać, co nie uszło naszej uwadze.
– Słyszałaś o Szesnastce? – zapytał kocur przystając.
Pokiwałam twierdząco głową ciekawa, do czego zmierza.
– Najwyższy szczyt, który odziedziczył może nie do końca imię, ale po prostu nazwę po Amber – zaczął, a w jego oczach pojawiły się dość niebezpieczne iskierki.
– Chyba wiem co masz na myśli – przerwałam mu robiąc krok w przód – Bezimienna Góra czeka na bohatera, po którym odziedziczy imię, co? - zaśmiałam się.
– Bohaterów Flo, bohaterów – zrównał się ze mną i oboje spojrzeliśmy na drugi najwyższy szczyt w Mglistych Górach.
– Myślisz, że to dobry pomysł wspinać się na nią bez żadnego przygotowania? – zapytałam zerkając na Nathana.
– A ty nie myślisz, że za dużo myślisz? - odparł, na co tylko wywróciłam oczami. Ruszyliśmy w miarę powoli ku wkrótce już imiennej górze, jaką planowaliśmy zdobyć. Muszę przyznać, że wszystko szło zgodnie z pomysłem kocura "Zróbmy coś spontanicznego". Jakby nie patrzeć, właśnie to robiliśmy. I jakoś nie chciało mi się przestać, potrzebowałam takiej ucieczki od ciągłej rutyny. Jak się okazało, nie potrzebowałam wiele, bo wystarczyło tylko znaleźć Nathana. 


< Nathan? Będziemy bohaterami! >

10 czerwca 2018

Od Heather "Czas uwierzyć cz. 2" C.D. Milicent

- Hm... A co tu właściwie robiłaś? - zapytałam z ciekawości. Milicent wzruszyła ramionami.
- Zamierzasz coś jeszcze robić? - zapytała
- Chciałam jeszcze trochę potrenować, ale możemy wrócić. Mogę trochę poczekać na Mix'a. - odpowiedziałam po chwili namysłu. Przywykłam do zostawania dłużej i robienia sobie treningów, a potem wracać natykając się na partnera.
- Nie, nie trzeba. Jeśli chciałaś zostać, to ja poczekam. Z chęcią jeszcze pooglądam, jeśli mi pozwolisz - powiedziała niepewnie.
- Jeśli tak mówisz, to możemy jeszcze zostać. Możesz oglądać nawet z bliska - uśmiechnęłam się. Niepewnie kiwnęła głową i ruszyła na środek. Jutro kolejny trening z Lilyanne, więc trzeba poćwiczyć. Co my tam mamy? Chyba wytrzymałość. Nie ma słońca, ale jest śnieg. Zgarnęła na jedno miejsce mnóstwo śniegu i wskoczyłam w zimny puch.
- Czy tak wyglądają ćwiczenia? - zaśmiała się
- Nie, trzenuję wytrzymałość, a gdyby było słoñce, to wielkiego problemu by mi to nie robiło, bo moja sierść odpina słoneczne promienie. - powiedziałam. Mimo wszystko, wiedziałam jak głupio musiał to wyglądać. W końcu dałam spokój i się otrzepałam wychodząc.
- Możemy iść. Poczekasz chwilę na Mix'a? - zapytałam. Po chwili wahania kiwnęła głową. Ruszyłyśmy, a na skraju lasu zatrzymałyśmy się, by poczekać na Mix'a. Niestety tak niefortunnie stanęłam, że przednia łapą uderzyła o ostry kamień który przeciął mi skórę. Syknęłam i upadłam. Zobaczyłam rosnącą obok ostatnią babkę lancetowatą - jedyne oprócz brzozy zioło jakie znam. Wyciągnęłam łapę i spojrzałam na krwawiącą lekko ranę.
- Przyniesiesz babkę? - spytałam. Ona jednak już miała w pyszczku kilka liści. Przyłożyła je do rany, a ja wykorzystałam leżący obok sznurek, który pewnie któryś kot zostawił, do umocowania tam zioła. Wtedy wyszedł Mix
- Mix! - pisnęłam cicho i wtuliłam w jego sierść. Zaśmiał się cicho.
- O,witaj, Milicent - powiedział kiedy już przestałam go dusić. Muszę wnieść skargę, że spędzamy zdecydowanie za mało czasu że sobą. Kotka pomachała mu lekko łapą. Wtedy partner spojrzał na moją łapę i pokręcił głową
- Ty się zawsze w coś wpakujesz... - Westchnął.
- idziemy? - zapytałam. Kiwnęli głową i ruszyli. Uczyniłam to samo i dosyć szybko dotarliśmy do chatki
- A teraz idź do Arii, bo z tą babką za długo nie wytrzymasz. Znam cię na tyle, że mogę to stwierdzić. Zaśmiałam się i ruszyłam do medyczki. Kiedy z tamtąd wyszłam, od razu ruszyłam do Milicent. Z Mix'em mogę pogadać kiedy indziej.

(Milicent?)